Nocna Masakra 17-19.12.2010

DSC02180A zatem dokonało się. Finał tegorocznego cyklu Pucharu Polski w Maratonach Rowerowych na Orientację przeszedł do historii. Moim zdaniem najciekawszej formy kolarstwa terenowego spośród wielu obecnie dostępnych. Nocna Masakra 2010 odbyła się w dniach 17-19 grudnia na terenach wokół Barlinka na zachodzie Polski.

 


 

Terenach zapewne malowniczych pojezierzy, czego jednak nie dane było mi zobaczyć z racji nocnej formy rajdu. Poniżej przeto kilka moich wrażeń z zawodów, bo dzięki ciemnościom nocy, jak i trudnym, zimowym warunkom panującym na trasie, było ich więcej niż ustawa przewiduje. Dopiero w przeddzień wyjazdu ukończyłem oficjalnie zapalenie płuc, a więc brak treningów z racji choroby, jak i niechęć do jazdy po śliskim nie dawały dużych nadziei na przyzwoity wynik. Wisiała groźba powtórki z mojej pierwszej kultowej Głuszycy ? tyle łażenia z rowerem co jazdy ;)

 

TrackA jednak? Mógł chłop jeździć! Oto największe zaskoczenie. Dla chcącego mniej niewykonalnego. Kosztem ciągłego napięcia, niskiej, kontrolowanej prędkości, okazało się, że da się jechać. Ze wstydem należy się przyznać, że zaliczyłem tylko jeden upadek, wśród setki podpórek. Wyjazd z bazy i szok! Jadę po lodzie! Nieco zajmuje otrząśnięcie się i przyjęcie do wiadomości tego faktu. Trochę znosi na pobocze. Przy pierwszym z sześciu odwiedzonych przeze mnie punktów kontrolnych spotykam Ulę, najlepszą w Polsce w te klocki. Dobrze ciśnie po zdradliwym śniegu, który to rzuca na boki. Trudno jednocześnie dbać o patrzenie przed siebie, kontrolę odległości na liczniku, kierunku na kompasie i jeszcze oglądać mapę. Ażeby zerknąć na pulpit wskazanym jest się zatrzymać. Z czasem jakoś zaczyna to iść.. Cisza, biel, oczy wlepione w drogę.. Można by próbować się rozmarzyć, lecz przy bieżących warunkach jest to zakazane.

 

Teraz koniec jazdy. Pchamy, ja i czterech zawodników którzy zmaterializowali się niczym duchy. Można roweru dosiadać, lecz zbyt męczące ciągłeDSC02165zeskakiwanie w koło Macieju. Jezioro Chłop majaczy, acz zakryte szczelnie białą warstwą. Wracając, zakładam nowy ślad, lecz wykańczającym okazuje się to, czas na popas. Jeszcze napitek nieskostniały, i do końca będzie dawało się wytrząść ożywczą ciecz spośród brył lodu. Patrz co ten wyprawia, koniec, jedzie bokiem! No zarzuciło mnie deko, fakt, ale udany telemark i stoję. Na mapie pole, w realu droga wiejska, są nawet znaki ?strefa zamieszkania?. W końcu mapa aktualna jest na lata Jaruzelskie.. Ma to jednak swój urok. Jadę sobie sztywny po lodzie, zaliczając ów jeden obowiązkowy pad na boczek.. wtem! W prawo na Gorzów, w lewo na Gdańsk. Niezła niespodziewajka, wśród tych pustych wiosek! Już po hamulcach. Bo obręcze zamarzają :) Jakieś ślady? A tylko trochę było. No ale podążę za nimi. Coś tu jednak nie pasuje ? iść, ciągle iść, w stronę jazu postanawiam, ślad porzucając. Woda się piętrzy, to pewnie tu, lecz punktu brak. Lecz oto drzewo jak słup ? łup! I PK skasowany.

 

DSC02181Ktoś podejrzał mój rower zaparkowany przy drzewie i ciśnie w jego kierunku. Wyścig kto pierwszy doń dotrze. Dziewucha! To Ula, która znów pokazuje swe talenta nawigacyjne, nie nadrabiając niepotrzebnie kilometrów. Szosa i pojechali! Ten jeden raz można się wyłączyć. A jednak nie można? Ląduję w Gorzowie Wielkopolskim, którego nawet nie ma na mapie. Teleport jakiś? Przecież jechałem dobrze? Nieprzemożona mgła osadzająca się na mapniku utrudnia korzystanie zeń, trzeba skrobać niczym szybę w samochodzie. Niezły trójkąt bermudzki.. W miejscu zakrętu szosy i odbicia od niej dróżki polnej, wśród nieużytków ? teraz lśni się wielkie rondo, Mc Tusk, dwupasmówki, a nawet linia tramwajowa. No cóż, widocznie miasto się delikatnie rozbudowało ;)

 

DSC02172Jednak trzeba było tam niżej lecieć.. I nie olewać faktu że kompas ?nieznacznie? inny kierunek pokazuje. Niby wszystkie drogi pasują, ale po chwili spróbowania każda obca jak w koszmarze. No dobra, może ci czterej piesi zawodnicy coś doradzą. Otaczają mnie i doznaję olśnienia, że to nie zawodnicy, lecz czterech młodzieńców, a każdy spluwę dzierży. Metodą ?na pomoc zagubionemu? wydostaję się po debacie o zalecanej drodze na punkt. Wiedziałem że tak będzie, musiało coś być ? nie ma co się poddawać i koniec końców PK mój ci jest. A co ten tak się rozpędził, kurde jak on zasuwa.. Wariat! Pocisnął ze dwa razy szybciej ode mnie po tym lodzie.. A mnie nań nosi ? a niech jedzie, na zdrowie!

 

Do czego to doszło, już nawet kamieniom stawia się pomniki w tym kraju.. Na zakręcie losu ów stoi, a nie wśródDSC02178choinek na polu. Ale zawsze trochę można poskakać dla zdrowia przez śniegu połacie. Teraz będzie akcja - ładna różowiutka droga! Lecz klops, wiadomo, zima.. Od stanu i szerokości kolein jeno zależy proporcja chodu do jazdy. A to jeziorko trzeba całe obejść czy jak? Śniegu po piszczele, i znany już obrazek. Wyniszczony buciorami śnieg, a tuż obok piękna wygnieciona ścieżka ze śladem opony. Przypominają się maratony piesze. Neoprenki służą za stuptuty, lecz śnieg rozrywać je od środka pragnie. Kręgosłup boli, rower staje dęba.. Lecz pociesza myśl, że wcześniej czy później będzie można nań wsiąść. Ogromna to przewaga nad nudą maratonów z zasady pieszych! Trageedia! Poziomica z drogą myli się, czego efektem mój błędnik po wyjechaniu we wiosce przekręca się o całe 90 stopni. Jeszcze zwiedzam bloki w polu na wzór osiedli PGRowych, jeszcze nadzieje pokładam na wykorzystanie resztek czasu na zdobycie ostatniego już checkpointa, aż odnajduję się na drodze prowadzącej do bazy. Dataloggerze, powiesz mi co się stało? Ale to było dobre! Asfalt do Barlinka, a ja w ułamku sekundy pojawiam się na przeciwnym pasie ruchu. Lód w postaci podłużnych pasów i plamek żartobliwym chłopakiem jest. W sumie dobrze wracać.. Unikając kar piekielnych za spóźnienie, jak i odmrożeń przy mocno lecącej na łeb temperaturze.

 

DSC02189Taki makaron powinien być po każdym maratonie! Godzina snu i wesoła nowina - jestem szósty w gronie 22 hardkorów, najwyższa lokata na w ogólnopolskich zawodach orientacyjnych. Szczególnie cieszy, że na tych najtrudniejszych. Przy okazji udało się wyrównać Zażynne porachunki koleżeńskie ;) Plan z początku roku osiągnięty z nawiązką. 15 miejsce w końcowej klasyfikacji Pucharu Polski cieszy. I jak tu wracać do ?zwykłych? maratonów?

Komentarze  

 
#5 Ula z Sherpas 2011-01-03 17:33
Szkoda, że nie widziałeś, jak pcham rower i mówię różne rzeczy :-) Świetny ten track, przynajmniej wiesz, co się działo, jakbyś film oglądał. W Moczydle pojechaliśmy (poszliśmy) tak samo.
 
 
#4 Stasiej 2010-12-30 23:27
w url wkradła się nieproszona spacja :P
 
 
#3 Błądzić jest rzeczą ludzką ; 2010-12-30 23:21
How nice, thanks Ula! :-) Fajno było zobaczyć mistrzynię w akcji - mi aż wstyd :roll: się przyznać jak daleko zajechałem (w bloki gorzowskie) :zzz http://www.bikemap.net/route/777691
 
 
#2 Ula z Sherpas 2010-12-30 11:05
Stasieju, uwielbiam Twoje relacje!
Gratuluję Ci wyniku. Miło wspominam spotkanie nad jazem. No i wyjaśniło się (bo skwapliwie przeanalizowała m tabelkę) co ten Stasiej nocą porabiał... A on Gorzów zwiedzał! :D
 
 
#1 Krzysiek Zah 2010-12-23 09:39
Jakbym Reymonta czytał :D