MTB Marathon Nieporęt 15.04.2007

nieporetlogoPierwszy tegoroczny maraton cyklu MTB Marathon G&G Promotion otwierał sezon w podwarszawskim Nieporęcie nad Zalewem Zegrzyńskim. Na zawodników czekała piaszczysta trasa z korzeniami o małej sumie przewyższeń ale zawierająca kilkanaście krótkich, piaszczystych podjazdów. Można było wybrać dystans 24 km, 47 km lub 88 km. Była to trasa szybka, głównie drogi leśne i polne. Na starcie stawiło się około 1000 zawodników wiernych ubiegłorocznemu cyklowi Bike Maraton i 8 osób z Białegostoku, mianowicie Paweł Świaniewicz i Robert Pietrzak z UKS Wygoda, Tomasz Perkowski oraz ekipa PTR Dojlidy – Żeber, Bresio, Nolo, Krzysiek Grand i Frog. Start maratonu znajdował się nad samym Zalewem Zegrzyńskim na terenie ośrodka wczasowego. Imprezę zaszczycił swoją obecnością Marek Galiński oraz jego koledzy z CCC-POLSAT, natomiast Cezary Zamana promował swój cykl maratonów.

Niestety musieliśmy się ustawić w dalszej części peletonu na starcie, ale jak się później okazało nie przeszkodziło to w dogonieniu ludzi z początku. Mimo że dla każdego z nas to już kolejny z wielu startów to zawsze przed startem jest nutka zdenerwowania, początek asfaltu trzeba było wykorzystać na wyprzedzanie, czyli 45km/h i mijanie innych o centymetry. Zaraz po wjechaniu w teren minął mnie Nolo i po kilku kilometrach już go nie widziałem. Na podwarszawskich trasach przydaje się umiejętność jazdy po piachu, już pierwsza górka mnie zaskoczyła gdy wszyscy prowadzili rowery i trzeba było krzyczeć aby usuwali się z drogi. Praktycznie całą trasę jechałem z Żebrem, na piachach i podjazdach uciekał o kilka miejsc do przodu, gdy tylko pojawiały się dłuższe szutry doganiałem go. Nie trzeba było korzystać z bufetów na tak krótkiej i szybkiej trasie, bidon i żele wystarczyły. Gdy na 30 kilometrze byłem skupiony na gonieniu Żebra, na horyzoncie pojawił się pociąg, trasa dwukrotnie krzyżowała się z torami, przejazd był na otwartej przestrzeni, a pociąg towarowy wyłaniał się z lasu, nie wiedziałem więc czy będzie to 20 czy 50 wagonów. Sytuacja niczym z zeszłorocznego Paris - Roubaix. Każdy chciał przeskoczyć przed pociągiem więc mocniej naciskał na pedały, na moje szczęście gdy dojechałem do przejazdu ostatni wagon był już kilka metrów za nim, a Żeber znów oddalił się znacznie przejeżdżając przed pociągiem. Ostatnie 10 km jechaliśmy już razem, końcówka trasy prowadziła brzegiem zalewu, tak jak to bywa na wyścigach szosowych chcieliśmy się umówić co do zbliżającego się finiszu. Umowa umową ale zawsze trzeba być sprytniejszym, meta znajdowała się po dwóch ostrych zakrętach i właśnie na ostatnim Żeber wyskoczył mi zza pleców wjeżdżając na metę sekundę przede mną. Odgrażał się na treningach że mi kiedyś dołoży no i mu się udało. Mam przynajmniej świetną wymówkę kiepskiej formy - zbliżająca się matura :/Przyjechaliśmy 15 minut po Nolu i Tomku Perkowskim, jak się później okazało wszyscy przejechali dystans MEGA, po kolejnych 15 minutach przyjechał Bresio i za nim Frog. Czołowe miejsca zajęli Pietrzak Robert - 16 Open i Paweł Świaniewicz - 27 Open. Perkowski Tomek z Nolem uplasowali się na około 50 lokacie. Zjedliśmy makaron i posiedzieliśmy na trawce chłonąc maratonową atmosferę, po chwili przyjechał na metę zwycięzca GIGA Andrzej Kaiser DHL - Author. Zostało już tylko umyć się, zapakować rowery do samochodów i czekać na kolejne starty, mam nadzieję w lepszej formie. Już w długi weekend majowy będzie to Karpacz ze wspaniałą, klasyczną trasą górską i podjazdem na „Dwa Mosty”. Jak donosił później Internet organizator miał kłopoty z dekoracją a wyników nie było jeszcze dwa dni po maratonie, ale ogólne wrażenia tego cyklu są dobre. Trasa mimo że płaska to warto było pokręcić w piachu i wytrząść się na korzeniach. Pomimo braku czołowych miejsc ważne żeby ze swojej pasji czerpać satysfakcję a później... być może sięgać wyżej.

Zdjęcia z trasy maratonu ze stron MTB Marathon oraz Jasielskiego Stowarzyszenia Cyklistów w GALERII