MTB Marathon Nowe Miasto Lubawskie 23.06.2007

nmlGodzina 4.50 pakujemy się do samochodu pod akademikami. Jakoś tak wyszło że z Bresiem, Żebrem i Nolem zdecydowaliśmy się jechać na kolejny maraton cyklu MTB Marathon w Nowym Mieście Lubawskim a więc całkiem blisko jak na nasze geograficzne położenie. Zapowiadało się na szybki, płaski maraton i rzeczywiście szybko było ale z tymi górkami to już nie do końca.
Zapakowanie 4 rowerów i 8 kół w tym 6 z tarczami wymagało pewnych zdolności logistycznych no ale chłopaki mają już w tym wprawę. Ruszyliśmy więc w kierunku Mazur, pogoda zapowiadała się dobra ale to miało się jeszcze zmienić, najważniejsze było by nie startować w deszczu bo później to już wszystko jedno. Jeszcze przed dojazdem zajęliśmy się na chwilę zgadywaniem osprzętu rowerów jadących przed nami na bagażniku, GD, KR, WD.. czyli ludzie z całej Polski zjeżdżali się by wspólnie pojeździć.

Na miejscu po rejestracji zamieniliśmy dwa słowa z Grześkiem Golonko i udaliśmy się szukać parkingu, całe szczęście był blisko WC gdzie dawali promocje a nawet przebranie się po maratonie gratis ;) Gdy rowery już były gotowe przyszedł czas na nas, carbo, białe proszki, tabletki i zastrzyki, każdy miał coś ukryte w torbach. Przetoczyliśmy się po mieście i ustawiliśmy się zaraz za taśmą na starcie.

W oczekiwaniu na start organizm doskonale wchłoną doping więc..3,2,1 i pobudzeni od razu wyrwaliśmy do przodu. Krótki odcinek asfaltu i naszym oczom ukazała się trawiasta góra z masztem, tak to miał być płaski maraton. Wzniesienie było do podjechania ale ilość ludzi i tłok to skutecznie uniemożliwiało, więc trzeba było iść z buta.

Zaraz po podejściu wjechaliśmy do lasu na single tracki co dawało dużo frajdy ze zjazdów. Nolo zniknął mi z pola widzenia już dawno a Żeber też powoli się oddalał.. no cóż trzeba było jechać swoje i mieć nadzieję że dojadę do Żebra przed metą. Las się skończył i zaczęły się szutry na pofalowanym terenie, czyli to co lubię najbardziej. Dalej to już tylko lekkie podjazdy i zjazdy. Pociągi były tu kluczem do sukcesu a towarzystwo w jakim jechałem świadczyło o lepszej pozycji, łatwiej to poznać po koszulkach i znanych twarzach niż po rowerach.

Na otwartych przestrzeniach wiatr wiał niemiłosiernie, jak to mówią maratończycy „wmordewind”. Szutry i tarka to coś co znamy z naszych terenów, należało zapiąć blat, zacisnąć zęby i jechać swoje. Plany były takie żeby jechać długi dystans bo rzeczywiście jechało się fajnie i trasa była przyjemna, ale zbliżając się do rozjazdu na Giga zbierały się burzowe chmury i to nie zachęcało, więc rower sam skręcił w stronę MEGA.

Na metę wpadłem 5 min za Żebrem, Nolo pojechał długi a Bresia jeszcze nie było. Zmęczeni specjalnie nie byliśmy, brudni też nie, więc zasiedliśmy do piwka i ciepłego jedzenia, zaraz po przyjeździe Bresia luną deszcz, na szczęście siedzieliśmy pod parasolami i obstawialiśmy tylko czy Nolo przyjedzie mokry. W międzyczasie deszcz przestał padać, siedzieliśmy i gadaliśmy z jakimiś sympatycznymi ludźmi z Poznania, licząc jednocześnie ludzi wjeżdżających na metę za Kaiserem z długiego dystansu, który oczywiście wygrał.

Póki co Żeber wrócił po sprawdzeniu wyników, wyraźnie szczęśliwy, wreszcie dopiął swego - 38 miejsce Open (11 M3), znacząco mi dokładając – 59 miejsce Open (23 M2), Bresio po MTB Trophy także lepiej 117 Open (43 M2). Nolo na długim dystansie 28 Open (19 M2) okazało się że na drugim kółku złapał go deszcz ale i skurcze, gdyby nie one z pewnością walczyłby o pudło z Kaiserem.

Tak więc maraton zaliczamy do udanych , zarówno jeśli chodzi o pozycje jak i o trasę. Typowy maraton z blatu, gdzie nie używa się hamulców i nie korzysta z bufetów, kluczem do sukcesu było tylko zabranie się do dobrej grupy na tych otwartych szutrach. Wzdłuż trasy było bardzo dużo kibiców, dzieciaki dopingowały na podjazdach. Co jest coraz częstszym i miłym widokiem na maratonach. Zapakowaliśmy jeszcze tylko rowery, drobne zakupy na drogę i ruszyliśmy do Białegostoku kombinując gdzie pojechać następnym razem, z pewnością będą to góry.
 
Nasze zdjęcia zebrane z zaprzyjaźnionych stron internetowych można zobaczyć w GALERII