Sudety MTB Challenge 24-29.07.2011

Etap 1 - Kudowa Zdrój (PL) - Kraliki (CZ) - 105 km

kasiaPogoda za oknem jakaś dziwna, mokro jakby padało, ale czy na pewno? O 6 rano wszystko wygląda inaczej. Z Żebrem i Mańkiem idziemy na śniadanie, pozostali jeszcze śpią. Myślę tylko o ukończeniu tego etapu, przecież to tylko 95km, 10 godzin i po sprawie.

anki2Śniadanie w formie szwedzkiego stołu, każdy znalazł coś dla siebie. Pobudka o nieludzkiej porze opłaciła się, mamy gdzie siedzieć, miejsc coraz mnie i ciągle przybywają kolejni zawodnicy. Po 30 minutowej biesiadzie wracamy do szkoły. Pakowanie, przebieranie, dopakowanie i targanie torby do ciężarówki. Tak mniej więcej będzie wyglądał każdy kolejny dzień nadchodzącego tygodnia.

Na starcie spiker ostrzega przed ogromną ilością błota czekającą na zawodników w górach i wezbranym strumieniem na 3 km tego etapu. Wygląda na to, ze od początku wszyscy jadą w mokrych butach. Wszystko przez padający przez cały poprzedni tydzień deszcz. Damy radę.

W sektor startowy wjeżdżamy chwilę przed 10, nie ma co się spieszyć. Wokół więcej obcokrajowców niż Polaków, nie licząc tych sanatoryjnych. Odliczanie i start.

8 i pół godziny później.

ktr1Rozpoczynamy na deptaku, tak jak dzień wcześniej czasówka i dalej drogą wjazdową do Kudowy. Asfaltowy odcinek ciągnie się przez chwilę i kończy się wspominanym przez spikera wezbranym strumieniem. Nie jest tak źle, jak to przedstawiano na starcie. Udało się uratować przed zamoczeniem jeden but, w drugim troszkę mokro. Rozpoczyna się pierwszy z wielu dzisiejszych podjazdów i trwa jakieś 7 km, tak na rozgrzewkę. Przez moment przychodzi myśl: ?co ja robię tu" ale odpływa gdzieś i nie wraca. Wyprzedzają mnie kolejni zawodnicy, ale ciągle kogoś widać z tyłu. Jest szansa nie być ostatniemu. Chwila zabawy na zjeździe, który jakoś specjalnie w pamięci nie został i kolejny podjazd, tym razem na najwyższy szczyt dzisiejszego etapu, 1084m. Dalej teoretycznie z górki, bardzo teoretycznie.

Kilka chwil później, po kolejnym zjeździe, który nie zapisał się niczym szczególnym w pamięci docieram do górskich szutrówek. Z profilu i wszystkich dostępnych danych wynikało, że będzie to miły przerywnik zapychający około 18km dystansu i powinien szybko zlecieć. Prawie wszystko się zgadzało, poza błotem i koleinami. Było ciekawie. Pokonanie tych 18km zajęło mi niecałe 1,5 godziny. Dobra średnia.

zeber6Garmin nie przepowiada nic dobrego. Na prognozowanym profilu pojawia się kolejne wzniesienie i znowu pod górę. Powoli zaczynam mieć dość tej całej zabawy, no ale w lesie nie zostanę. Po 4km kolejny zjazd, również bez specjalnego znaczenia dla mojej osoby. Ciągnie się to tak do mety.

Na uwagę zasługuję modyfikacja trasy wydłużająca ją o 10km. Chciałbym w tym miejscu przeprosić wszystkie osoby trzecie, które musiały być świadkami upuszczania emocji związanych z kręceniem się po ostatniej górze tego etapu niczym stolec w przeręblu. Muszę przyznać, że wydzieranie się ile wlezie nie przynosi żadnych efektów jeżeli chodzi o prędkość jazdy, może to i lepiej. Jeszcze tylko szybki zjazd szutrami do asfaltu i tylko kilka chwil do mety etapu. Tak, udało się, tylko jak będzie dalej?

 

Wyniki etapu:

1. Jelmer Pietersma (1982) NLD Milka Trek MTB Racing Team 04:33:15

63. Grzegorz Paciejuk (1986) POL PTR Dojlidy Białystok 05:51:28

64. Piotr Żebrowski (1973) POL PTR Dojlidy 3 05:52:37

115. Piotr Dzienis (1985) POL PTR Dojlidy Białystok 06:28:10

163. Stanisław Ruchlicki (1983) POL PTR Dojlidy Białystok 07:01:52

179. Mariusz Korolczuk (1979) POL PTR Dojlidy 07:19:46

223. Tomek Breś (1980) POL PTR Dojlidy Białystok 08:30:38

Ostatni zawodnik ukończył etap w czasie 09:37:52

Wyniki etapu

Track GPS

Jadę do szkoły, tam już koledzy z drużyny zadbali o miejsce do spania. Będą tak robić codziennie za co jestem im niezmiernie wdzięczny. Odstawiam rower do bikeparku, nie chce mi się go myć. W zasadzie to nic mi się nie chce. Zaglądam pod prysznice, celem ustalenia ciepłoty wody. Woda nie przejawiała żadnej ciepłoty, co zaświadczył swą postawą Maniek dzielnie znoszący kolejne zimne strugi wody spadające na jego osobę. K.... mać, też mnie to czeka.

Okazuje się, że w szkole jest gorąca woda, tylko nie ma prysznica. Obmywam odnóża w zlewie wykonując przy tym kilka figur znanych z jogi, ale jakoś się udaje nie zrobić sobie krzywdy. Szkolna stołówka serwuje obiady, chyba wziąłem ziemniaki z mięsem. Pewności nie mam. Zjadam i wróciłem do sali. Na tablicy wymalowane przez KTRa gratulacje. Komu gratuluje i czego? Stasiejowi wyniku dzisiejszego etapu. Każdy coś pierze, a mi się nie chce. Jutro mam co na dupkę włożyć, a myślenie o kolejnych dniach jakoś nie przychodzi łatwo i boli więc odpuszczam.

Przed wejściem do szkoły obsługa uruchamia podajnik piwa. Piwo, czeskie, zimne, czemu by nie. Dużego parcia nie ma, ale dwa wypijam. O 21 włażę do śpiwora i zasypiam budzony kilka razy przez jakieś wydarzenie w najbliższej okolicy.

 

Komentarze  

 
#2 Olo 2011-09-02 14:05
Mimo że już uczyniłem to osobiście, to jeszcze raz, na forum publicum, chcę wszystkim pogratulować ukończenia MTB Challenge 2011. Prawdziwy wyczyn. Szacun.
PS. Bresio, dzięki za świetną, klimatyczną relację!
 
 
#1 Krzysiek 2011-09-02 02:06
Jest 2:05 w nocy, cały dzień przymierzałem się żeby to przeczytać i wreszcie skończyłem :-) Podziwiam i za ukończenie, bo znam to z autopsji i za szczegółową relację z przeżyciami, bo mi już się nie chce takich pisać. Dwa razy poprawiłem Istebną na Głuszycę, ale to pewnie przez ostatnie planowanie wyjazdu na finał Ci tak wyszło. A czy żałuję że nie pojechałem z Wami... tylko jak widzę koszulkę finishera :-)