Sudety MTB Challenge 24-29.07.2011

Prolog - 8km

Ostatni dzień najbliższego tygodnia, kiedy można się wyspać. Wstajemy przed 10, głowa trochę boli po szlifowaniu koronek, zwłaszcza ostatniej w 10 minut. Chwila na ogarniecie się i udajemy się na śniadanie. Dziś jeszcze w barze. Uruchomiony przy starcie czeski serwis rowerowy przeżywa oblężenie. Ze zmasowanego zapotrzebowania na usprawnienie rowerów:

Żeber: kupuje nową środkową koronkę, łańcuch i kasetę - napęd działa

zeberManiek: oddaje do serwisu amortyzator, płaci za nowe uszczelki i olej - amortyzator działa

Stasiej: oddaje cały rower, dziś tylko naprawa piasty, płaci za nowe konusy i kulki - piasta działa jak nowa

Grzesiek: Oddaje do naciągnięcia szprych tylne koło - koło proste i sztywne

Nie pamiętam czy KTR coś naprawiał. Mój rower po szlifowaniu koronek nie wymagał doraźnej pomocy.

bresio1Starty rozpoczęły się o 14.00. W pierwszej kolejności drużyny, potem zawodnicy solo. Pierwszy na trasę wyruszył Żeber, dalej Maniek, Stasiej, KTR i Grzesiek. Ja miałem jechać przed Stasiejem, ale kilka sekund spóźnienia na starcie przesunęło mnie na koniec kolejki startowej. Moja wina i nie mam do nikogo żalu :) Było nawet ciekawie, ze mną na start spóźniły się jeszcze 4 osoby.

 

Trasa prologu:

stasiej1Start na deptaku w Kudowie, przy barierkach sporo ludzi. Szybki początek i pierwsza ścianka. Dzień wcześniej wydawała się dłuższa. Trzech zawodników uciekło, jeden został za mną. Chwilę później mijam maszt RTV na Górze Parkowej. Rozjechany przez 200 rowerzystów singiel wzdłuż Urwiska Beaty, w niektórych miejscach troszkę się klei. Kolejna ścianka, koło łapie uślizg na korzeniu i dalej z buta. Znowu singiel, tym razem grzbietem w kierunku Pomnika Trzech Kultur na Świni Grzbiet.pyra1 Tu więcej korzeni i kombinowania, nawet dobrze się to jedzie. Na ściance w dół kierownica zaczepia o jedno z drzewek i dalej z buta. Troszkę jestem zły za takie zmarnowanie zjazdu, ale jeszcze sobie pozjeżdżam. Łąką w dół i dalej asfaltem do góry po czerwonym szlaku. Za ośrodkiem wczasowym dziennikarzy kończy się asfalt i dalej szutrówka zakończona kamienną rynną. Tu też jedzie się lepiej niż dzień wcześniej. Mijam ekipę filmowców i dojeżdżam do Drogi Aleksandra. Do końca zostało około 2 km asfaltową Puszczańską Drogą. Po 48 minutach jestem na miejscu, wypijam Powerade i zjeżdżam do Kudowy.

Cel dzisiejszego etapu został osiągnięty, kogoś wyprzedziłem :)

 

Wyniki czasówki:

1. Tim Wynants (1987) BEL Milka Trek MTB Racing Team 00:28:38

45. Piotr Żebrowski (1973) POL PTR Dojlidy 3 00:35:23

106. Grzegorz Paciejuk (1986) POL PTR Dojlidy Białystok 00:39:25

139. Piotr Dzienis (1985) POL PTR Dojlidy Białystok 00:42:08

143. Mariusz Korolczuk (1979) POL PTR Dojlidy 00:42:22

181. Stanisław Ruchlicki (1983) POL PTR Dojlidy Białystok 00:46:12

200. Tomek Breś (1980) POL PTR Dojlidy Białystok 00:48:39

Ostatni zawodnik ukończył czasówkę z czasem 01:01:53.

Wyniki czasówki

Track GPS

 

anki115 minutowy zjazd z Błędnych Skał drogą Stu zakrętów kończy rowerowe przygody pierwszego dnia BCH.

ktrW szkole ostatnie przygotowania do zbliżających się 5 etapów. Do samochodów trafiają rzeczy, które najprawdopodobniej się już nie przydadzą, a same auta na parking w Kudowie. Obiad w barze, wieczorem dojedzenie makaronu, piwo i można iść spać. W między czasie, analiza jutrzejszego etapu. Specjalnych trudności nie widać, poza dystansem mającym przekroczyć 95km. Jakoś będzie, około 23 kładziemy się spać.

 

Komentarze  

 
#2 Olo 2011-09-02 14:05
Mimo że już uczyniłem to osobiście, to jeszcze raz, na forum publicum, chcę wszystkim pogratulować ukończenia MTB Challenge 2011. Prawdziwy wyczyn. Szacun.
PS. Bresio, dzięki za świetną, klimatyczną relację!
 
 
#1 Krzysiek 2011-09-02 02:06
Jest 2:05 w nocy, cały dzień przymierzałem się żeby to przeczytać i wreszcie skończyłem :-) Podziwiam i za ukończenie, bo znam to z autopsji i za szczegółową relację z przeżyciami, bo mi już się nie chce takich pisać. Dwa razy poprawiłem Istebną na Głuszycę, ale to pewnie przez ostatnie planowanie wyjazdu na finał Ci tak wyszło. A czy żałuję że nie pojechałem z Wami... tylko jak widzę koszulkę finishera :-)