Powerade MTB Marathon Istebna 19.09.2009

00018Plany startowe na Istebną, ostatni maraton sezonu były zacne i ambitne. Inaczej niż przy wszystkich maratonach, ten należał do wyjątkowych. Ostatni start u GG w sezonie 2009 wymagał dołożenia wszelkich starań, żeby był to start wyjątkowy. Tak też się stało. Doborowa ekipa 12 osób z różnych części kraju, na trasie rywale po zawodach koledzy, wspólnie celebrowaliśmy tą wyjątkową okazje.

Wszystko zaczęło się w Głuszycy, Arek z Bydzi: ?Słyszałem, że masz namiar na noclegi w Istebnej, to jak będziesz załatwiał, to zarezerwuj kilka miejsc dla nas". Nie ma problemu. Tym sposobem, nazbierało się 12 osób do wspólnego mieszkania. Wynajęty domek o odpowiedniej pojemności załatwił sprawę mieszkania, ale plany były ambitniejsze. ?PTR Istebna 2009 Reset Party" nadchodzi.

Pakowanie rowerów jak zwykle poszło sprawnie i szybko. Wyjazd w czwartek w nocy, żeby mieć jeszcze piątek na zwiedzanie okolicy. Tak jakbyśmy tych okolic nie znali. W nocy jedzie się dużo przyjemniej, mały ruch, w zasadzie tylko jedno zatwardzenie przed Katowicami i około 8:30 byliśmy na miejscu.

KiczoryNic się tu nie zmieniło. Śniadanie to dobry pomysł, tym razem u Pecia. Żurek i jajecznica, dużo za niewiele, co bardzo nas ucieszyło. Jeszcze tylko zakupy i można jechać się zakwaterować. Kilka telefonów i już wiadomo, że reszta składu nie zjawi się szybciej jak przed 20. Mamy cały dzień na jazdę po okolicy.

Prezenty od Mańka, uzupełnione po koreczek GŻ. Jeszcze tylko kolejeczka i możemy jechać. Pierwszy cel, może na Stożek? Ok, ale przez Kiczory. Zielonym szlakiem, tak jak w zeszłym roku piechotą, zaczęliśmy podjeżdżać. Kawałek dalej pierwszy kryzys, ale wygodny ten stół, poleżę sobie, pośpię troszkę, przecież to nie wyścig.

Trzeba jechać, koledzy zarzucili dobre tempo. Chwilę później podziwialiśmy okolicę z Kiczorów. Kilka pamiątkowych zdjęć i jedziemy dalej, szlakiem prowadzącym po linii granicznej w kierunku Stożka. Wąska ta ścieżka, i jakoś sporo turystów. Wszyscy zdążyli uciec w krzaki, a nie młodzi już byli.

00016W schronisku, na Stożku słynna z Trophy fioletowa krowa przywitała nas w przedsionku. Pijemy herbatę, wzmocnioną przywiezioną z dołu GŻ. Z oknem piękny widok, Majciory czy inne Kiczory. Ogólnie radosne spotkanie. Chwilę poźniej zaczęliśmy zjazd, tym razem trochę inną trasą, ale generalnie w stronę Istebnej. Obiad znowu u Pecia. Znowu dużo za niewiele. Odwiedziliśmy jeszcze stadion i Żeber złapał gumę. Korzystając z okazji pojechaliśmy sprawdzić jak najlepiej pokonać ostatni, korzenisty zjazd około 100m od finiszu. Żeber pożyczył dętkę od innej ekipy i powoli ruszyliśmy w kierunku kwatery. Tam odpoczywając i wypijając jeszcze więcej GŻ czekaliśmy na resztę ekipy.

Do 22 udało się dotrzeć znajomym z Bydgoszczy, niewiele później zjechali Paweł z Sylwią z Poznania. Wspólna kolacja i mała, nieudana dywersja alkoholowa. Nie chcieli pić z nami GŻ.

 

sniadaniePobudka, śniadanie i wszystkie te standardowe przygotowania rowerów do startu. Każdy kręci się przy swoim rowerze. Smarowanie łańcucha, przypinanie numerów, w końcu pakowanie żeli i innych wspomagaczy i można jechać na start. No jeszcze tylko małe conieco dla lepszego odbierania otaczającej rzeczywistości.

Ustawiliśmy się z Mańkiem w ostatnim sektorze. Ktoś niepotrzebnie zapytał o parówki i trzeba było wyjaśnić co to za parówki i czym się je popija. Jeszcze po łyczku przed startem i możemy jechać.

start_bresio_maniekStart, lewo, prawo i ciągle tym asfaltem. Dalej jakimiś szutrówkami. Czasami widać Ocodzitą, tam jedziemy i wiadomo, że podjazd będzie długi. Na bufecie przed podjazdem na szczyt spotykam Mańka i dalej jedziemy razem. Mozolna wspinaczka na Ochodzitą, dziurawe pyty czy może lepiej betonowa rynna na środku. Jak by nie jechać, jest ciężko, ale się udało.

Kawałek zjazdu i znowu pod górę. Gdzieś w między czasie wyjeżdżamy z Polski. Trasa przez Słowację była po prostu piękna. Polna, górska droga. W dół prawie 60km/h, w górę siłą rozpędu przeważnie powyżej 30. Wyprzedzamy całe grupy zawodników. Z dołu ludzie na górze przypominają małe, pełzające owady, a jeszcze przed chwilą byliśmy obok nich.

zeberNa kolejnym, tym razem już mniej przyjemnym zjeździe wyprzedzamy jakiegoś zawodnika, który ma wyraźne problemy z panującymi na trasie warunkami. Maniek z lewej, ja z prawej, a na liczniku około 40km/h. Troszkę się człowiek zdziwił jak go mijaliśmy, ale nie miał nam za złe. Przyznał się na bufecie, że też by tak chciał.

maniek_trojstykNa trójstyku wesoła atmosfera. Nawaleni rodacy okupujący ławeczkę. Drewniane schodki i kilka uwag, że nie da się zjechać. Hmm, gdzieś już to słyszałem. Najpierw ja, potem Maniek. Nie ma problemu, schody to łatwy przeciwnik. Mała przerwa techniczna, Maniek coś poprawia i jedziemy dalej. I kolega Miki się znalazł. Bajeczny technik, ale kopytko ma i pocisnął asfaltem do góry aż miło. Kawałek dalej mija nas czołówka dystansu Mega. Do rozjazdu na Giga jeszcze tylko kilka km.

Przećwiczony dzień wcześniej zjazd kilkadziesiąt metrów przed metą obstawiony przez fotografów. Bardzo dobrze, będą fajne zdjęcia. Zostawiam sobie troszkę luzu z przodu i jadę. Tu bardziej po prawej i za korzeniem ostro w lewo. Zjechany, słychać brawa i tekst ?jesteś pierwszy, który zjechał". ?Tam jedzie drugi" i widzę jak Maniek spokojnie zjeżdża. Kolejny zawodnik znowu rower sprowadzał.

brasio_zjazdMeta prosto, a my w lewo, na mostek. Bufet! Jakieś ciastko, banan Powerade i parówka. Bez parówki się nie da jechać. Już nie daleko, 10km do góry i tyle samo w dół. Przecież to tylko Stożek. Byliśmy tam wczoraj. Podjazd tym szlakiem, którym wczoraj zjeżdżaliśmy. Najgorzej, że Maniek gdzieś zaginął. Trudno. Poradzi sobie.

zjazd_meta_maniekBardzo lubię ten kamienisty szlak. Rower doskonale sobie z nim radzi. Jeszcze tylko wyprzdzę tamtego faceta i koniec podjazdu. Ostro w lewo i szlakiem granicznym na Kiczory. Znowu tłumy turystów, ale wiedzą o co chodzi. Nie ma problemu z przejazdem. Za chwile już Kiczory i początek zjazdu. Jeszcze tylko rzut oka na okolicę, ?pięknie tu..." a echo z przyzwyczajenia ?mać, mać, mać..."

W dół mniej kamieni, za to szybko i bez sentymentów. Wyprzedzam kolejno napotykanych rywali. Gdzieś tu na Trophy wisiały trzy wykrzykniki. Znaczków nie ma, ale pieniek na środku drogi w kształcie litery V został. Przeskakując z prawej na lewą stronę udało się ominąć.

Ten kawałek już znamy. Kawałek pola, podjazd i drugi raz zjazd po korzeniach tuż przed metą.

Oczywiście, że zjechany. Tym razem mniej aparatów, ale i tak sporo ludzi. Jeszcze niecałe 100 metrów i meta.

 

garazMożna udać się na popas. Jedzenie nie najgorsze. Zabieram swoją porcję i idę na boisko skonsumować. Czekam na Mańka. Mija chwila i przyjeżdża. Gdzieś mu się zasnęło po drodze. Pewnie podobnie jak mi dzień wcześniej...

Wracamy na kwaterę. Trzeba się ogarnąć i wrócić na 18 na dekoracje i tombolę. W zasadzie to na tombolę. Kolejka, zimna woda pod prysznicem. Jednak kocił nie przystosowany do kompania 14 rowerzystów.

Wracamy na stadion. Po piwku i czekamy na tombole. W między czasie można pogadać ze znajomymi, sprawdzić isty wyników itd. Nikt z nas nic nie wygrał, ale szanse były. Fajny ten rower, może następnym razem... Afterparty u Pecia, obiad też. Jeszcze małe zakupy i wracamy do kwatery.

 

00035Zaczyna się ?Reset Party". Gdzieś nawet było kilka zdjęć, ale nie wiem czy się nadają. Wszyscy zaczęli równo i podobnie równo odpadali. Fakt, że poszła cała kupiona GŻ i jeszcze piwo. Najtwardsi zawodnicy to Żeber z bratem, Sylwia z Pawłem. Potem kolejno ja i Maniek. Z racji charakteru imprezy, nie pamiętam kolejności wykruszania się pozostałych uczestników.

 

Rano pobudka i długa i męcząca droga do domu. Tak zakończyliśmy sezon w lidze G&G.

 

 

W sezonie 2009 drużyna PTR wywalczyła wysokie 25 miejsce w klasyfikacji drużynowej. Za nami znalazło się 556 innych drużyn.

 

Linki:

Wyniki

Galeria zdjęć

Track GPS trasy GIGA