Mazovia MTB Marathon Szydłowiec 19.07.2009

Normal 0 21 img_8139Można powiedzieć że jesteśmy w górach stwierdził dumnie Cezary Zamana i tym samym lekką ręką podniósł skalę trudności maratonu w Szydłowcu do maksymalnej szóstki. Stojący u jego boku autor trasy z połamaną ręką także nie pozostał bierny i okazał się typowym strachem na wróble oznajmiając że uszkodził ją na objeździe trasy. Dodajmy do tego wcześniejsze dość panicznie brzmiące ostrzeżenia na stronie organizatora, dwukrotne skrócenie dystansów, no i padający deszcz... Śliskie kamienie, półmetrowe koleiny wypełnione błotem i przewyższenia chcące aspirować do miana górskich. Mamy legendę która powstała zanim jeszcze sama mogła się narodzić.
Fakt było trudno, trudno jak na Mazovię, ale to pojęcie względne każdy interpretuje trudność po swojemu, obfitość doświadczeń nie daje się zaskoczyć. Szkoda tylko że o trudności trasy w Szydłowcu decydowały jedynie warunki pogodowe, to samo pojechane na sucho nie byłoby niczym szczególnym cov_2093do zapamiętania. Przedsionek Gór Świętokrzyskich pozwolił jedynie obejść się smakiem, ale lepsze to niż obfita degustacja podwarszawskiej piaskownicy. Ostatecznie odliczanka zatrzymała się na 64km Giga i 48km Mega, to wszystko przecież dla naszego dobra, żebyśmy się przypadkiem nie zmęczyli. Miło że organizator o nas myśli. Przy tak obficie wywieranej presji aparatu władzy musieliśmy się bać, nikt nie wiedział czego się właściwie spodziewać, a padający deszcz ten strach tylko potęgował. Przeżywałem ten wyścig dobry tydzień, nastawiałem się psychicznie, z odgórnego zalecenia miałem przecież ?zmoczyć buty i pamiętać o używaniu hamulcy?, sam już nie wiedziałem jak zimg_8372achowam się w tak skrajnej sytuacji, zmieniłem nawet opony, w końcu to góry... nie ma żartów. Żeby tego było mało wystawiony skład PTR Dojlidy to zaledwie trzy osoby, Krzysiek Pro, Olo, Stasiej, tylko tyle przeciw szarej ósemce wspaniałych z Team Sprint. Z góry byliśmy więc na przegranej pozycji, nie dało się zrobić nic innego jak tylko próbować ofiarnej jazdy dystansu Giga. Cień nadziei pojawił się kiedy król szutrów Easy wycofał się ze startu ze względu na panujące warunki atmosferyczne. Nasze szczęście nie trwało jednak długo, zaledwie 5 minut przed startem męskie ambicje zmusiły zawodnika Team Sprint do walki z trudnościami i w ostatniej chwili pojawił się w sektorze. Przygotowana trasa rozpoczęła się długim asfaltem gdzie należało wypracować pozycję i dobrze się rozgrzać, później było już tylko gorzej... Błotniste podłoże pogarszało się z każdym kilometrem i skutecznie utrudniało pokonywanie podjazdów. Charakterystyczne Dancing Ralphy i tym podobne ogumienie zmuszało mniej doświadczonych bikerów do niekontrolowanych upadków czy wycieczki w krzaki, jednak jak się później okazało litościwy Cezary dsc_0276 nagradzał tych najbardziej ubłoconych, więc może faktycznie był w tym jakiś cel? Jak na góry przystało pojawił się podjazd, prawdziwy podjazd kiedy to trzeba podnieść głowę aby odsłonić daszkiem kasku jego koniec. Wszedł jednak dość sprawnie i po krótkiej zadyszce można już było przygotowywać się do zjazdu. I znów nie byle jaki bo poprowadzony w błocie i okraszony śliskimi kamieniami, na tyle wymagający że nieliczni wykazywali się tam bajeczną techniką i padali jak muchy ale i na tyle łatwy aby z dużą prędkością wyprzedzać niewtajemniczonych w filozofię zjazdu maruderów. Reszta trasy przebiegała mniej lub bardziej gliniasto-błotnistymi przecinkami, liczne kałuże i może nie półmetrowe ale jednak koleiny chcące ściągać tylne koło. Krótkie zjazdy, których trudność polegała jedynie na śliskim podłożu wyjątkowo nie były oznaczone, tak charakterystycznymi trupimi czaszkami. I tu bardzo się zawiedliśmy bo po przeczytanym opisie trasy liczyłem co najmniej na kilkaset takich ostrzeżeń lub wielkie billboardy ?Zwolnij. Szkoda życia!? Pojawiły się też długie odcinki szutrowe i kilka asfaltów pod koniec trasy, gdzie można było odrobić stracone w błocie sekundy.
Normal 0 21 cov_2579Czas w jakim pokonywaliśmy dystans Giga nie dawał jednak złudzeń że z górami miał niewiele wspólnego, 2:35:15 w wykonaniu Radosława Rękawka to wciąż mało jak na nawet teoretycznie trudny i zasadniczo błotnisty maraton. Na dystansie Mega zwyciężył Mateusz Zoń z czasem 1:43:20, najlepszy wynik z konkurencyjnej drużyny osiągnął czołowy zawodnik Team Sprint Kamil Bakoniuk nazywany już ?Wschodzącą gwiazdą podlaskiego kolarstwa?, jednak zajęte 37 miejsce Open wymownie to potwierdza. Jego wyższość musieli uznać 48 Open Tomasz Kottowicz (Team Sprint) i 52 Open Aleksander Pogorzelski (PTR Dojlidy) wpadając na2c26f2323c.jpeg metę 4 minuty później. Niewątpliwie sporego pecha miał Tadeusz Ciepły (Team Sprint) który zaliczył dość groźnie wyglądający upadek i niestety spadł przez to na dalsze pozycje. Na dystansie Giga walka toczyła się na powtórzeniu najcięższego fragmentu trasy, nieliczna obsada pozwoliła dla Krzysztofa Gryczko (PTR Dojlidy) zająć dobre 4 miejsce w M1 i 35 Open. Stanisław Ruchlicki zajął 52 lokatę Open i okazał się najsympatyczniejszym zawodnikiem wyścigu otrzymując od komisji sędziowskiej stylowy zegarek. Jak widać pomysłowość Cezarego Zamany nie zna granic. Gościnnie wystartował też Olaf Meller z Suchej Beskidzkiej, który dostał jednak 20 minut kary za start z niewłaściwego sektora. Emocje dawno opadły, jednak wspomnienia nadal trzymają w napięciu, mityczna opowieść o tym co przeżyliśmy lub co mieliśmy przeżyć w Szydłowcu niech pozostanie legendą dla niegrzecznych dzieci. ?Straszną bajkę wam opowiem, Przeokropnie krwawa będzie, Jeśli któreś z was się boi, Niech się schowa jak najprędzej...? :)

dsc_0221

WYNIKI

Kat. Mężczyźni Open, Dystans GIGA Normal 0 21

Komentarze  

 
#3 Arek 2009-08-07 14:37
Ale pocisnąłeś z Panem Zamaną
 
 
#2 robbi 2009-08-07 13:35
Jak czytam opisy, sam pisze lub przeglądam forum Organizatora, to przypomina się tekst piosenki "hipermarket to twój partner". Tylko już chyba nikt nie pamięta owej piosenki. Kontekst sami sobie wyłuszczcie.
PS
przedszkole dla MTB...
 
 
#1 Olo 2009-08-07 11:04
To była zdecydowanie najciekawsza trasa Mazovii do tej pory. Chyba po raz pierwszy naprawdę mogłem skorzystać z przewagi pełnej amortyzacji na zjazdach. Tylko żal, że trasa została skrócona. Ale musimy patrzeć optymistycznie w przyszłość, oto co zapowiadane jest w Nidzicy: "Będzie to IX edycja Mazovii i trzeci epicki maraton w Nidzicy. Po raz trzeci przygotowaliśmy dla Was zupełnie nową trasę, z zupełnie nowym elementem - zdobyciem Góry Łukaszewskiego. Zawodnik, który jako pierwszy podjedzie tę górę otrzyma wysokiej klasy ramę rowerową [...]. Suma przewyższeń jest porównywalna z imprezami górskimi". Żeby było jasne, to ta rama Kellysa jest tylko dla dystansu Giga...