Mazovia MTB Marathon Supraśl 2.05.2009

dp_etap_ii-090 Po 650km w samochodzie i trzech godzinach snu przyszedł czas na kolejny maraton. Tym razem daleko nie trzeba jechać, do Supraśla nie całe 20km. Jedziemy na start, zastanawiając się po co płacić za trasy, które mamy na co dzień? Może i mamy, ale maraton jest dużo ciekawszy niż cotygodniowe zbiórki.
Około 9 jesteśmy już na miejscu. Supraśl to jeden z bardziej górskich maratonów tego cyklu, więc spore zainteresowanie. Miejsce na parkingu już na nas czeka, jeszcze tylko formalności startowe i można zacząć składać rowery. Jeszcze tylko mały ignor i mamy dużo lepsze miejsce parkingowe.

W bagażniku karton świeżutkich strojów, spodenki, koszulki i ten pampers... Przed startem wszyscy startujący dostają klubowe stroje. Niedaleko samochód drużyny Sprint. Oni też mają nowe stroje, rywalizacja „pełną gębą" jak to mawiał Cezary.

Na śniadanie nie bardzo był czas i ochota, więc trzeba się czymś poratować. Banan, jakieś jabłko i oczywiście żel do kieszonki. Nie ma naimage61szych ulubionych Maximów, bierzemy inne. Najważniejsze, żeby zadziały.

Przed 11 zajmujemy miejsca w sektorze. Każdy w swoim. Ja z Żebrem w ostatnim. Ani On ani ja nie mamy ochoty na ten start, ale trzeba. Propaganda działa, indoktrynatorzy nie śpią. Stoimy w 10 sektorze, to nawet lepiej. Będzie kogo powyprzedzać. Żenujący żart prowadzącego i pierwszy sektor odjeżdża, kolejne żarty i kolejne sektory, w końcu nasza kolej.

dsc_0201Pierwszy podjazd, jeszcze ten przy jeziorku, ktoś się zatrzymał, ktoś rower prowadzi!! Troszkę kamieni i lecimy asfaltem. Znowu pod górę, nagle przyrost mocy, nie wiadomo skąd. Nie, to nie noga podaje, to KTR popycha mnie pod górę. Przywitał się i pojechał. Gdzieś w okolicy jedzie kolega z Olecka. Też fulem, mamy podobnie. Asfalt szybko się kończy, skręcamy w lewo a tam masakra. Nie chodzi o piach, tylko o to co się na nim wyprawia. Zrzucam na środek, z tyłu ząbek do góry i jedziemy. Środek przeważnie wolny, bokami pchają się spacerowicze, od czasu do czasu kogoś w poprzek drogi postawi. Troszkę slalomu i przejeżdżam. Odwracam się, za mną Olecko. Też jedzie, dobrze, będzie z kim jechać. Opony 2,35 pięknie idą po piasku. Jedziemy znajomą okolicą, ale tymi drogami po raz pierwszy. Przejeżdżamy przez trakt, tam też piach. Generalnie jedna wielka piaskownica.

Gdzieś w lesie, zaraz po zjeździe piach zaskoczył kilku zawodników. Jeden upadł, drugi w niego wjechał, trzeci nad tym wszystkim przeleciał. Trzeba było pomóc. Wrócił do siebie. Później się dowiedziałem, że kolega z Team Sprint nie ukończył maratonu, ratownicy nie pozwolili.

dsc_0582Pierwszy bufet. Zupełnie nieprzyzwyczajony do bufetów przejazdowych zastanawiam się, jak się naraz napić i zjeść ciastko. Między stolikami jakieś 30m. Picie mam w plecaku, ciastko zjedzone (a może to był banan), zagryzłem wszystko żelem i... spotkałem Szpaka. Stał obok i robił zdjęcia. Pogadaliśmy chwilkę i trzeba jechać dalej. Gdzieś obok przemknął Synek. Tylko numeru startowego zapomniał.

Nigdy tego podjazdu nie lubiłem, ale tym razem jakoś fajnie wszedł. Droga czerwonym szlakiem wysprzątana z gałęzi, jak nigdy. Nikt przerzutki nie urwie. Wyprzedzam kilkunastu zawodników, którym ta górka zupełnie nie podeszła. Pocieszam, że jeszcze tylko 100 metrów i będzie po płaskim, chyba nie działa. Zjazd z Anny szybki i czujny. Kilku zawodników przede mną ma małe problemy na piasku. Udaje się ich wyprzedzić. Stąd już prosta droga do Zasad i osławionego mostku.

  W Zasadach ciepłe przyjęcie przez mieszkańców tej malutkiej osady, dopingują, zachęcają do walki. A za stodołą, kolejka jak w PRL. Przeszkoda nie do pokonania, mostek z trzech bali, każdy inny i każdy w gorszym stanie od poprzedniego. Chwilę stoję w kolejce. Ktoś wyrzucił opakowanie po żelu na łąkę, inny go pouczył, odstawił rower, podniósł. Tak powinno być. Bokiem przedziera się zawodnik, klika osób z kolejki „gdzie idziesz, kolejka", on na to, że przez rzekę będzie płynął. Odważnie. Wlazł, zniknął, wylazł. Da się, idę za nim.

dsc_0629 Za rzeką zaczęły się przecinki. Jak ja tego nie znoszę. Przecinki się zaczęły, za to prąd się powoli zaczął kończyć. Jakoś jadę. Troszkę na kole, troszkę sam. Byle do bufetu. Męczy mnie jazda po mchu. W końcu jakaś droga, znowu piach. Troszkę odżywam. Może to świadomość, że mi po piachu łatwiej niż innym.

Robi się twardo, można się rozpędzić. Przez moment jadę na kole, a że nie lubię to zaraz wyprzedzam. Znowu piach, dobry moment na edukacje. Zawodnik, którego dogoniłem wjeżdża w piach na twardych przełożeniach. Daj trzy ząbki do góry, rozkręć i pojedziesz. Posłuchał, przejechał, piach się skończył. Daj dwa w dół i jedziemy. Posłuchał i odpadł. Trudno jadę dalej.

Od kilku kilometrów ktoś siedzi na kole. Trudno. Przejeżdżamy przez mostek, kryzys wraca. Kolego, pociągnij troszkę bo mi prąd odcina. Ciągnie, pierwsze 500 metrów boje się, że się nie utrzymam, znowu piach. On został, ja jadę. Czekam bufetu jak zbawienia.

Jest, bufet. Zjem i pojadę. Jeden batonik, drugi, potem trzeci. Jakiś płyn, chyba izotonik. Piach i pod górę. Jedziemy. Zaczyna się najciekawszy fragment. Z licznika do mety zostało 15km. I dobrze. Energia wraca, nie dużo, ale wystarczy. W dół po korzeniach, jest zabawa. Wyprzedzam tych, dla których to za trudne. Podjazd, tym razem nie odpuszczę. Wszystko, poza jednym podjechane.

image74Gdzie się da wykorzystuje zalety fula, 150mm skoku i szerokich opon. Korzenie nie straszne, piach też, gdzie się da wyprzedzam. Na jednym z ostatnich zjazdów ktoś kieruje ruchem, jakaś dziura, nic nadzwyczajnego. Mijam bokiem. Jeszcze tylko 3km groblą i meta. Przed samą metą jeszcze tylko mały lot nad piaskową skarpą, nie ma z kim finiszować to samotnie wjeżdżam na mate, czip odczytany, koniec piachu.

Szukam kolegów z drużyny, a tu nikogo nie ma. Gdzieś przy mecie stał Krzyś. Niektórym chciało się jechać giga. Nie tym razem. Przyjechał Maniek, chwilę po nim Żeber. Obaj upodleni do granic możliwości. Chwila odpoczynku na trawie, dekoracje i wracamy do domu. W końcu można się wyspać...

Galeria zdjęć Robbiego

Galeria zdjęć PTR

W opisie wykorzystano zdjęcia z galerii Ludwiki Mądzik . Dziękujemy:)

Wyniki:

image69

Dystans GIGA:

Adam Nojszewski: 12 Open, 8 M2, czas: 04:13:26

Piotrek Bogatyrow: 28 Open, 2 M1, czas: 04:26:53

Krzysztof Zahorenko: 39 Open, 3 M1, czas: 04:52:59

Mariusz Korolczuk: 63 Open, 29 M2 ,czas: 05:19:15

Piotr Żebrowski: 64 Open, 20 M3, czas: 05:20:28

Stanisław Ruchlicki: 73 Open, 32 M2, czas: 05:32:43

Dariusz Wielakin: 83 Open, 29 M3, czas: 05:47:11

Piotr Dzienis: 92 Open, 36 M2, czas 06:05:39

Dystans Mega:

Filip Rafałko: 58 Open, 18 M2, czas: 02:54:11

Aleksander Pogorzelski: 105 Open, 27 M3, czas: 03:03:49

Krzysztof Gryczko:  114 Open, 11 M1, czas: 03:05:20

Robert Szczepański: 117 Open, 33 M2, czas: 03:05:31

Tomek Breś: 305 Open, 88 M2, czas: 03:45:06

 

Komentarze  

 
#3 progrand 2009-05-20 22:10
 
 
#2 Tomek Breś 2009-05-20 15:29
Aj, wiesz ile z przepisywaniem zabawy. Mogło się pomylić:-)
 
 
#1 Olo 2009-05-20 15:19
Bresiu, dzięki za odmłodzenie :zzz