Mazovia MTB Marathon Mrozy 15.02.2009

dsc_04992Pierwsze sezonowe ściganie już za nami, tym bardziej cieszy że gdy jeszcze niewielu myśli o trenowaniu to w tabeli wyników już pojawia się PTR Dojlidy. Mowa oczywiście o zimowej edycji Mazovia MTB Marathon w Mrozach która odbyła się ostatniej niedzieli. Aura jak na zimowy maraton była wręcz idealna, krótko mówiąc śnieg był wszędzie. Na starcie stanęło około 350 zapaleńców którzy nie mogą doczekać się wiosennego otwarcia sezonu, o ile istotniejsza była w tym przypadku zabawa i dobra atmosfera to czołowe lokaty nie dają złudzeń, liczyło się także poważne ściganie.

Zaraz po starcie stawka rozciągnęła się co pozwoliło na chociaż trochę wolnego miejsca w razie upadku, bo tych kontrolowanych i niekontrolowanych poślizgów nie brakowało. Kluczem do sukcesu okazała się więc dobra technika jazdy i mocna jak na połowę lutego forma. O ile nadal mówimy tu odsc_0570 MTB to należy wspomnieć że nie zabrakło podjazdów i zjazdów, co w warunkach zimowych może znacznie podnieść poziom adrenaliny, mało tego pojawił się nawet oblodzony drewniany mostek. Banalne więc jak na zwykły maraton elementy stawały się w tym przypadku prawdziwym wyzwaniem, co może poświadczyć każdy trenujący zimą. Dystanse do wyboru to 7km Hobby, 26km Mega i 42km Giga.

Na najbardziej obleganym dystansie Mega zwyciężył Michał Przetkawicz (WKK) o sekundę przed organizatorem Cezarym Zamaną. Na dystansie Giga najszybszy okazał się Ireneusz Gruszczyński (Wajsport-Team) przed Arturem Mioduszewskim. Warto dodać że zwycięzca dystansu Giga pokonał 42km w czasie 1:50:10 co wcale może nie wydawać się długo.  

Na wyścigu nie pojawił się niestety Wojciech Zych, który wygrał w nim startowe, jednak PTR Dojlidy reprezentował Stasiej...

"Maraton zimowy w Mrozach, jako mój dopiero drugi w życiu wyjazd typu „jadę do lasu pojeździć po śniegu”, przyniósł dużo wrażeń.

Pogoda i warunki drogowe były idealne do tego, by ten maraton móc nazwać prawdziwie zimowym. Lekki mróz trzymający w ryzach śnieg, brak błota, właściwie totalnie biała jazda. Rodzinny dojazd pod szkołę - biuro zawodów, odebranie darmowej czapki rowerowej (przydatna rzecz), przywiązanie cdsc_0523hipa dziwnymi sznurkami (o dziwo nie odpadł) i można ruszać.

Ostrożność główną dewizą, wolałem nie myśleć w ogóle o tym że jestem masowo wyprzedzany. Zanosiło się wręcz na kolejną nowość - pierwszy maraton pozbawiony ścigania. Jednak nie można było sobie pozwolić na chwilę osłabienia skupienia. Ludzie (z ostatnich sektorów, wśród których jechałem zanim nabrałem ogłady) padali jak muchy lub tańczyli na śliskim ubitym śniegu, który był główną bolączką odcinków prowadzących przez wsie i pola. Poza dużą ostrożnością, udawało mi się unikać gleb, w czym największe zasługi zostały położone przez zeszłoroczną Mazovię 24h (nauka trzymania równowagi w piachach) oraz nowe oponki od Easy’ego :)

Mniej więcej między 10 a 20 kilometrem był wreszcie las. Bardziej szorstkie podłoże, możliwość zmiany pasów ruchu, no i kilka przyjemnych podjazdów - wreszcie warunki do ścigania i walki adekwatne! Gdzieś na zjeździe udało się pomyślnie zaliczyć dziwny lot który jednak zakończył się tak jak zaczął - czyli na siodełku jadącego roweru. Bufet - zbyt gorący jak dla mnie kubek czegoś w rodzaju ugotowanego Isostara. Jadła brak.

Po rozjeździe na GIGA spokojniej, nawet nieco bezludnie. Za to wyjeżdżone przez w sumie kilka setek kół przejazdy wiejsko-polne zostały nieźle wyprasowane. Teraz trudno już było przewidzieć kiedy rower dostanie skoku w bok. Pierwsze (i jedyne) spadnięcie z roweru, ale zakończone tylkodsc_0619 udanym przytupem z podparciem. W lesie śnieg już bardziej rozkopany, nawet miejscami było widać ziemię, a raz kawałek zieleni :)

Trzeba jednak dodać że jazda w takich warunkach przypomina nieco pokonywanie grząskiego piachu czy błota, wysysa więc siły. Dlatego uważam że dystans 42km nie był mocno przykrótki. Pod koniec rozświeciło się słońce, którego celem było utrudnienie wypatrywania tego, co dla zimowego kolarza najgorsze - równoległe do kierunku jazdy mini skarpy, na które nieuważne najechanie bokiem wiadomo czym się kończy. Jak wiem z relacji - było dużo leżenia, bluzgów a nawet awarii sprzętu spowodowanych upadkami.

Ostatnie kilometry, człowiek zgrzany. Tym razem wjeżdżając na metę nie bardzo było jak zafiniszować ;) Rower czysty jak chyba po żadnym innym maratonie. W szkole spora misa gorącej zupy z kiełbasą, wygranie w tomboli trzech opakowań witamin i magnezu :P Ostatecznie miejsce 65/79, wynik punktowy 69%. W sumie nie aż tak wiele niższy niż latem, dlatego też za całokształt ten maraton zimowy oceniam wysoko, warto było wziąć w nim udział!"

GALERIA Stasieja z Mazovia MTB Marathon Mrozy

Komentarze  

 
#3 Krzysiek 2009-02-28 18:42
Wszyscy zawodnicy proszeni są o zmianę drużyny w cyklu Mazovia na właściwą :-) Ponieważ nie ma nowej rejestracji, a jedynie można edytować profil. Żebyście później nie zapomnieli i pierwsze starty już były punktowane. Dodatkowo przypominam, że dziś o 24.00 rusza rezerwacja numerów na sezon 2009.
 
 
#2 Olo 2009-02-23 13:52
Brawo Stasiej, widzę, że znowu Giga w tym roku, ciekawe czy uda ci się wystartować we wszystkich edycjach Mazovii w tym roku...ale byś punktów nazbierał :roll: A co z Wojtkiem, dlaczego nie pojechał?
 
 
#1 bożyDAREK 2009-02-19 17:12
Moje gratulacje Stasiej. Start w maratonie w taką pogodę zasługuje na szacuneczek :P . Ja także miałem wielką ochotę się wybrać ale ułożyło się inaczej. Wtedy gdy ty śmigałeś rowerkiem ja byłem w Suwalskim Szelmencie i szusowałem trochę na snowboardzie. Jakto się mówi "nie samym rowerem człowiek żyje".