Targi Rowerowe 2010

img_9742 Kolejne targi rowerowe, na których się pojawiliśmy miały zachwycać wyjątkową ilością wystawców i zwiększoną powierzchnią ekspozycji. Tańsze bilety wstępu, promocyjne ceny, unikalne marki rowerów, prezentacje nowych systemów i przepych... święto polskiej branży rowerowej na całego. Jak się okazało po raz kolejny nasze oczekiwania, podkręcone zresztą przez organizatora wystawy, musiały zmierzyć się z szarą lokalną rzeczywistością. Całe szczęście, że sprzęt rowerowy nie wzbudza w nas takich emocji jak maratony górskie i upadek wyobrażeń o tych targach nie był aż tak bolesny.
 
Karbon jaki jest każdy widzi, Sram XX jak to napęd, ot, dodali jedną koronkę, najwyższe racingowe i customowe modele od dawna mamy u siebie - krótko mówiąc bez rewelacji. Fakt faktem, że miłotargi094 było zawiesić oko na niektórych rozwiązaniach konstrukcyjnych, profilach i połączeniach, przyjrzeć się czemuś z bliska przez dłuższą chwilę albo zwyczajnie pomacać bez zobowiązań. Nawet gdyby były to targi z prawdziwego zdarzenia, Demo Day z torem testowym, setkami wystawców, możliwością negocjacji, porównań i zobaczenia wszystkiego co możliwe w tej branży na świecie, trzeba pamiętać, że to rowery są dla nas, a nie my dla nich. Nie ma się czym podniecać, wciąż przecież wszystko zależy od siły człowieka. Z takim zdrowym podejściem pojechaliśmy do Warszawy odetchnąć czy też bardziej pobyć w towarzystwie i porozmawiać z ludźmi z branży.
 
img_9730Całe złe wrażenie już na wstępie zatarła przepastna lodóweczka na jedynie słusznym stoisku Powerade Suzuki MTB Marathon, która pomieściła w sobie wszystko i jeszcze więcej; kto by się spodziewał, powitanie z iście wschodnią tradycją. Zaraz obok stała nagroda główna tegorocznego cyklu Suzuki SX4, a na dachu... hmm, mogą być dwie nagrody główne? Mogą.... zwiększający dwukrotnie wartość samochodu Specialized S-Works Epic. Z Grzegorzem umówiliśmy się, że jedna z nich na pewno będzie nasza. Tzymamy za słowo, tyle maratonów w górach, tyle poświęcenia, może wreszcie losująca ręka będzie przychylna;) Całe stoisko robiło wrażenie, 100% doświadczenia w organizacji wyścigów samo rzuca się w oczy. Nie tak daleko oddalona Mazovia była, co by tu nie owijać w bawełnę, zwyczajnie nędzna i też ukazywała zaangażowanie Cezarego Zamany, a raczej jego brak. Jeśli dwie płyty wiórowe z przypiętymi koszulkami na sprzedaż i plakat z napisem „Jedyna w Potargi083lsce etapówka wśród jezior” mają reprezentować tysiące startujących, to gratulujemy pomysłu. Ech, ta indoktrynacja... ;)
 
Spotkaliśmy Darka Zakrzewskiego i Tomka Perkowskiego, Tomasza Jarońskiego, Marka Galińskiego i inne sławy, jak np. Pawła Żebrowskiego, jeszcze nieodkryty, dobrze zapowiadający się młody talent. Zrobiliśmy okazyjnie małe zakupy na stoisku Rodexa: rękawiczki, ocieplacze, siodełko, a Wertykal specjalnie dla mnie trzymał łożyska. Ponownie obeszliśmy całe targi upewniając się, czy na pewno niczego nie pominęliśmy i po ponad dwóch godzinach można było się zmywać. To by było na tyle, cały prezentowany sprzęt do zobaczenia na zdjęciach. W drodze powrotnej zgarnęliśmy zapracowanego Bresia, a dzień później na targach pojawili się też Maniek i Łydek oraz kolejową drogą Stasiej, Darek i Burza. Jakie by te targi nie były, dla nas wystarczające, a pasjonatom sprzętu pozostaje wyjazd za granicę na Eurobike czy Brno Bike.
 
 

Komentarze  

 
#2 slec 2010-03-24 21:02
a co macie do plyt wiórowych?
 
 
#1 Paweł 2010-03-09 15:27
ja tam lubię sobie i popatrzeć i wypróbować a najlepiej pojeździć, więc "podniecam" się takimi targami zawsze. Może jestem gadżeciażem a może nie... Ja mam porównanie - kiedy któregoś pieknego dnia przesiadłem się z mojego nieodżałowanego waganta na profesjonalną szosówkę na ramie bianchi, osprz. campagniolo etc poczułem się jakbym posiadł wszechmoc, stałem się na te kilka godzin SUPERBOHATEREM o nadludzkich możliwościach, a w kazdym razie tak się czułem. Mimo kataru, osłabienia itd odjechałem kolegów (byli na sprzecie lepszym od mojego waganta ale o 3 klasy wstecz za pożyczonym rumakiem) i to odjechałem na kosmiczne odległości. Tak wpływa sprzęt highend na wyniki w grupie porównywalnych bikerów. Protour`owy zawodowiec objechałby mnie na moim wagancie nawet bez przedniego koła ale, jak pisałem w obrębie grona zbliżonych kondycyjnie i technicznie ludzi taki sprzęt sprawia, że człek czuje się jakby rower sam zapie....ał i nie tyczyły się go prawa ciążenia, tarcia...To samo tyczy się mtb, chociaz różnicy nie było az tak kolosalnej.